Minister Kołodko w swojej kolejnej reformie systemu podatkowego zapowiada między innymi likwidację kwoty wolnej od podatku i wprowadzenie zamiast niej stawki zerowej dla najuboższych (chodzi o podatek dochodowy od osób fizycznych). Warto się zastanowić, jaka jest różnica pomiędzy kwotą wolną i stawką zerową i o co w tym wszystkim chodzi.
Obecnie skala podatkowa na podstawie art. 27 UOPDoF jest następująca :
|
Podstawa obliczenia podatku w złotych |
Podatek wynosi |
|
|
ponad |
do |
|
|
|
37.024 |
19% podstawy obliczenia minus kwota 530 zł 08 gr |
Gwoli ścisłości powyższy wzór nie jest do końca poprawnie sformułowany. Aby był poprawny, pierwszy wiersz powinien mieć postać "19% podstawy obliczenia minus kwota 530 zł 08 gr, ale nie mniej niż zero". Gdyby się bowiem literalnie stosować do Art. 27, wówczas podatnicy osiągający dochody poniżej 2.789,89 zł powinni dostawać z urzędu skarbowego zwrot podatku. Ponieważ ustawa obowiązuje już 11 lat i podatnicy ci żadnych zwrotów nie dostają ani się o nie nie dopominają, można przyjąć że wszyscy (i podatnicy i fiskus) umówili się w niepisany sposób, że taką właśnie postać ma wspomniany artykuł.
Każdy, kto miał kiedykolwiek w życiu styczność z matematyką na poziomie szkoły średniej zauważy natychmiast, że powyższa tabela mogłaby być skonstruowana trochę inaczej, a efekt byłby ten sam:
|
Podstawa obliczenia podatku w złotych |
Podatek wynosi |
|
|
ponad |
do |
|
|
- ∞ 2.789,89 37.024 74.048 |
2.789,89 37.024 74.048 + ∞ |
0 zł 0 gr 19% nadwyżki ponad 2.789 zł 89 gr 6 504 zł 48 gr + 30% nadwyżki ponad 37 024 zł 17 611 zł 68 gr + 40% nadwyżki ponad 74 048 zł |
W tym momencie widać od razu, że w Polsce mamy cztery stawki podatkowe, a nie trzy i że stawka zerowa istnieje od początku obowiązywania ustawy. Tylko z powodu matematycznego niechlujstwa w sformułowaniu Art. 27 wszyscy mówią o trzech stawkach i kwocie wolnej, zamiast po prostu o czterech stawkach. W takim razie dlaczego profesor Grzegorz Kołodko proponuje zastąpić kwotę wolną stawką zerową, skoro w praktyce oznacza to to samo? Otóż prawdopodobnie istota pomysłu tkwi w sformułowaniu "dla najuboższych". Istniałyby więc dwie kategorie podatników - "najubożsi" i "nienajubożsi" i dwie różne metody na liczenie podatków. Można domniemywać, że tabela wyglądałaby wtedy tak:
|
Podstawa obliczenia podatku w złotych |
Podatek wynosi |
|
|
ponad |
do |
|
|
- ∞ P1 P2 P3 |
P1 P2 P3 + ∞ |
0 S2% podstawy S2% z P2 + S3% nadwyżki ponad P2 S2% z P2 + S3% z (P3-P2) + S4% nadwyżki ponad P3 |
gdzie P1 < P2 < P3 - progi podatkowe, a S2 < S3 < S4 - stawki procentowe (S1 jest równe zero). Tymczasem elementarna logika, zdrowy rozsądek nakazywałyby (i tak jest obecnie) aby postać tabeli była następująca:
|
Podstawa obliczenia podatku w złotych |
Podatek wynosi |
|
|
ponad |
do |
|
|
- ∞ P1 P2 P3 |
P1 P2 P3 + ∞ |
0 S2% nadwyżki ponad P1 S2% z (P2-P1) + S3% nadwyżki ponad P2 S2% z (P2-P1) + S3% z (P3-P2) + S4% nadwyżki ponad P3 |
Jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy "tabelą Kołodki" a "zdroworozsądkową" ? Otóż według tej pierwszej podatek jako funkcja podstawy ma punkt nieciągłości. Podatnik, który w ciągu roku osiągnął dochód w wysokości P1 nie zapłaci nic, natomiast ten, który zarobił złotówkę lub nawet grosz więcej zapłaci S2% całej podstawy. Konkretnie na dzień dzisiejszy podatek od 2.789,89 zł wynosiłby zero, a od 2.789,90 zł już 530 zł 08 gr. I to jest patologia tego pomysłu.
Marek Ćwikłowski