VAT liniowy ?. 

W 6 numerze tygodnika "Wprost" Janusz Palikot, właściciel firmy AMBRA ("Wektory: Mini-VAT?") pomysł wprowadzenia jednej, 19-procentowej stawki VAT nazwał "VAT-em liniowym" i stwiedził, że jest to pomysł godny poparcia, bo "...wiele ulg, odliczeń, stawek preferencyjnych VAT niezwykle komplikuje działalność przedsiębiorców" . Kiedyś Marek Majewski (też we "Wprost") pisał, że "...nieważne, by podatki były niskie, ważne by się nazywały prorodzinne". Dzisiaj, czytając pewne opinie można dojść do wniosku, że nieważne, by podatki były proste, niskie i uczciwe, ważne by się nazywały liniowe.
Podatek od towarów i usług jest podatkiem liniowym i zawsze takim był. Oczywiście nie w tak prostym rozumieniu, jak podatek dochodowy, gdzie kwotę dochodu mnoży się przez stawkę procentową. W tym podatku podstawą tak naprawdę jest wektor wartości sprzedaży na poszczególne stawki, a stawką jest wektor stawek. Kwotą podatku jest iloczyn skalarny tych wektorów - operacja w sensie matematycznym jak najbardziej liniowa. O podatku VAT nieliniowym byłby sens mówić wtedy, gdyby na przykład stawka procentowa podatku od dwóch ton mąki była różna od stawki podatku od czterech ton identycznej mąki.
To nie wielość stawek sprawia, że VAT jest podatkiem skomplikowanym, niebezpiecznym i nielubianym przez przedsiębiorców. Owszem, dobrze byłoby, gdyby stawka na wszystko była jedna, ale z dwojga złego, jeżeli państwo chce dotować np. rodziny wielodzietne, to lepiej niech to robi przez obniżoną stawkę VAT-u na mleko i pieluszki, niżby miało organizować biurokratyczną machinę mającą za zadanie dawać tym (często patologicznym) rodzinom gotówkę do ręki, po jej uprzednim uszczupleniu o wynagrodzenia urzędników. Grzechem pierworodnym polskiego VAT-u jest to, że podatek należny jest egzekwowany w sposób bezwzględny, a prawo jego pomniejszenia o podatek naliczony jest bezustannie kwestionowane, zarówno przez ustawodawcę (samochody osobowe i paliwo do nich, wygaśnięcie prawa odliczenia przed przedawnieniem podatku naliczonego), jak i przez organa skarbowe (uchybienia formalne na fakturach, fakt posiadania oryginału faktury przez sprzedawcę). Ten podatek od samego początku skonstruowany był w sposób wyjątkowo perfidny, tak aby służby fiskalne zamiast zajmować się tym, do czego są powołane, czyli ściganiem niepłacących podatków mogły się zająć zmuszaniem tych, którzy podatek zapłacili, aby zapłacili go po raz drugi. Jeżeli więc w Polsce finalny konsument dostaje do ręki przy zakupach fiskalny paragon, który mówi ile podatku w tym momencie zapłacił, to może być pewien, że jest to tylko widoczny wierzchołek góry lodowej, bo w kwocie netto zawarty jest podatek, którego cały łańcuszek pośredników nie miał prawa odliczyć, bądź z różnych przyczyn to prawo utracił. Na szczęście zniknęły już takie absurdy, jak rachunki uproszczone, które były wprowadzone tylko po to, aby zwiększyć prawdopodobieństwo utraty prawa odliczenia z przyczyn formalnych. Jedenaście lat VAT-u w Polsce to jedenaście lat bezustannego polowania organów fiskalnych na podatek naliczony, którego odliczenie powinno być przecież świętym i niezbywalnym prawem podatnika, tak ważnym jak ważny jest obowiązek zapłacenia podatku należnego. Tylko przy tym założeniu polski podatek od towarów i usług mógłby być nazywany podatkiem od wartości dodanej (VAT) i byłby zgodny z VI Dyrektywą UE. 
To dobrze, że są w Polsce środowiska i instytucje opiniotwórcze, które nawołują do tego, aby podatki były proste i niskie. Należy jednak zabrać się do tego z właściwej strony, czyli od podstaw. Podstawy to ordynacja podatkowa i zasadnicza konstrukcja materialnego prawa podatkowego. Stawki procentowe, którymi podniecają się laicy są na końcu. Co z tego, że wszyscy będziemy płacić podatek liniowy, jeżeli fiskus uzbrojony w obowiązującą ordynację będzie od wszystkich egzekwował liniowy, ale od niektórych "liniowszy"? Co z tego, że wszyscy będą płacić jednakowy niski podatek dochodowy i na wszystko będzie jednakowa niska stawka VAT-u, jeżeli katalog sytuacji, w których nie ma prawa odliczenia podatku naliczonego i nie wolno czegoś wpisać w koszty będzie rósł?
W ubiegłym roku korporacja doradców podatkowych wystąpiła z cenną inicjatywą zbierania podpisów obywateli pod projektem zmiany ordynacji podatkowej w kierunku korzystnym dla przedsiębiorców i gospodarki. W tym samym roku tygodnik "Wprost" w artykule "Korporacenizm" autorstwa Aleksandra i Jana Pińskich (nr 1062 z 6 kwietnia) odsądził środowisko doradców podatkowych od czci i wiary wrzucając ich do jednego worka z notariuszami i adwokatami. Szkoda.

Marek Ćwikłowski

PS Powyższy tekst został wysłany do tygodnika "Wprost" w charakterze polemiki.